Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Blog przeniesiony na www.wposzukiwaniuprzygody.pl :)

Przekierowanie nastąpi automatcznie...

Biwak z mocno ograniczonym ekwipunkiem

Pomysł, aby spędzić noc w lesie bez ekwipunku, chodził mi po głowie od dłuższego czasu, ale zawsze wypadało „coś”  To „coś” towarzyszy chyba każdemu, kto pragnie zrealizować jakieś marzenie, albo ambitny plan. Albo mamy zbyt mało czasu, albo nie mamy czegoś tam albo po prostu nam się nie chce i szukamy kolejnych wymówek. Gdy obudziłem się w sobotni poranek, uświadomiłem sobie, że jeśli nie wykorzystam tego weekendu to będę tego żałował.  Postanowiłem że popołudniu wyjdę z domu z plecakiem, który nosze na co dzień i spakuję doń metalowy kubek, 1,5l wody i dwa batony.

Ok. godz. 14 wsiadam na rower i jadę do lasu z tym co miałem w plecaku. Postanowiłem że prócz orzeszków ziemnych, które zawsze mam przy sobie (żelazna racja) i 2 batonów nie wezmę ze sobą żadnego jedzenia. Po drodze do lasu zbieram nieco bulw topinamburu – pieczone w żarze będą stanowiły moją kolację.
Zdjęcie0110.jpg

 Zdjęcie0111.jpg

Obóz rozbiłem w tym miejscu co zawsze, wpierw buduję schronienie z poncha i dostępnych na miejscu materiałów (gałęzie, liście). Jako izolacji od podłoża używam gałęzi świerku, były wilgotne po porannym deszczu, więc każdą gałąź musiałem otrząsnąć z zalegającej na nich wody. Gdy schronienie było gotowe, postanowiłem nazbierać drewna na opał, nazbierałem trochę chrustu.IMG_20141018_152041.jpg

 Mam zamiar rozpalić dzisiaj nodię, czyli tzw. syberyjskie ognisko, do tego potrzebowałem co najmniej dwóch grubszych kawałków drewna nieiglastego. W poszukiwaniu odpowiedniego drewna postanawiam odejść nieco od obozowiska, po jakimś czasie znajduję martwego buka, o grubości ok 20 cm i wysokości ok 3 metrów, który jeszcze stoi. Do ścięcia buka używam piły, z mojego scyzoryka.  Po jakimś czasie udaje mi się ściąć potrzebny mi kawał drewna i z uśmiechem na twarzy wracam w stronę obozowiska, a przynajmniej mi się tak wydaje…

Po chwili marszu z 3 metrową kłodą na barku, uświadamiam sobie że zabłądziłem  - cholera – pomyślałem sobie –  że  też nie zabrałem ze sobą kompasu. Po chwili błądzenia docieram na niewielką ścieżkę i słysząc że ktoś się zbliża postanawiam oprzeć kłodę o drzewo i idę przed siebie. Tym kimś okazuje się facet z bronią, prawdopodobnie myśliwy. Pyta mnie czy mam giwerę i czy nie widziałem żadnej zwierzyny. Po krótkiej rozmowie idę dalej w  stronę leśnej drogi,  zostawiając kłodę opartą o drzewo – jeszcze po nią wrócę – pomyślałem. Wolę, nie chodzić po leśnej drodze z kłodą, bo pewnie wzbudziło by to czyjeś zainteresowanie i mogło by mi to przysporzyć kłopotów. Teraz priorytetem staje się odnalezienie obozowiska, boję się że ktoś odnajdzie mój obóz i ukradnie mi mój plecak i rower. Po dłuższym marszu, na szczęście docieram do znanej mi drogi,  niestety z tego miejsca do obozowiska jest spory kawałek. Po około 30 min marszu docieram do obozowiska i z ulgą zauważam że wszystko jest na swoim miejscu.

Zdjęcie0112.jpg

IMG_20141018_152125.jpg

Zaczyna się ściemniać, więc szybko uzupełniam stracone podczas szybkiego marszu płyny i w pospiechu zjadam batonika. Zbieram na szybko drewno, teraz nie oddalając się zbytnio od obozu, żeby nie powtórzyć błędu. Rozpalam ognisko, z początku napotykam problemy spowodowane wszechobecną wilgocią, ale po chwili ognisko płonie na dobre, a w lesie jest już ciemno.  Postanawiam zrobić sobie kolację w tym celu, zagrzebuję w żarze kawałki topinamburu. Okazuje się że w plecaku mam torebkę Gorącego Kubka (miałem go zabrać do pracy) i staje się on częścią mojej kolacji. Po kolacji postanawiam poczytać książkę, którą mam w plecaku, ale po chwili czytania po prostu zasypiam. Drzemka jednak nie trwa zbyt długo, bo ognisko przygasa i zaczyna robić się zimno. Dokładam do ogniska, i postanawiam przykryć się kocem ratunkowym(NRC), który noszę na co dzień w apteczce. Właściwie cała noc zeszła mi na śnie przerywanym co 1,5h na do dokładaniu do ogniska. Wstałem tuż przed wschodem słońca, bo miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia tego dnia, gdybym mógł to pospał bym sobie dłużej, a słońce zapewniało by mi dostateczną ilość ciepła.

Ekwipunek jaki miałem przy w plecaku i przy sobie :

  •  1,5 l i 0,5 l butelki wody (razem 2 litry)
  •  Ponczo Arpenaz 10 l QUECHUA (budowanie pełnego szałasu  na 1 noc jest nieopłacalne, wobec strat, jakie może ponieść las)
  • Stalowy kubek, ok 0,4 l pojemności
  • Książka „Walden, czyli życie w lesie” H. D. Thoerau (Polecam, zawsze mam w plecaku jakąś książkę)
  • Latarka czołówka (do czytania książki)
  • Drobiazgi, które noszę zawsze przy sobie (telefon, portfel, gumy do żucia itp.) i EDC (wpis o moim odnowionym  Ekwipunku Dźwiganym Codziennie wkrótce na blogu)
  • 2 batoniki Papita, Gorący Kubek Knorr, orzeszki ziemne 100 g(zawsze staram się mieć paczkę orzeszków przy sobie), bulwy topinamburu (zebrane w drodze do lasu)
  • Ubrania: bielizna, bluza z kapturem, bojówki, mundur WP, czapka polarowa.
  • Rower

Podsumowując, udało mi się przetrwać. Był to dla mnie test na to, czy dam radę przetrwać chociaż jedną noc mając jedynie swoje EDC i kilka drobiazgów noszonych na co dzień w plecaku. Ten biwak dał mi do zrozumienia, jaki  jestem słaby wobec natury i jak dużo, a zarazem niewiele wiem o sztuce przetrwania. Mimo tego iż spędziłem w lesie niecałą dobę, zauważyłem jakie błędy popełniałem, błędy, które w realnej sytuacji zagrożenia życia mogły by oznaczać śmierć. Właściwe, co z tego że mamy super rozwiniętą technologie, czy medycynę skoro cywilizowany człowiek  potrafi umrzeć z wyziębienia spędzając jedną noc w lesie, który zapewnia mu materiały i warunki niezbędne do przeżycia. I tutaj wchodzi nauka, uczenie się o swoich wadach i słabościach, pozwala nam na uniknięcie kłopotów w przyszłości. Niektórzy mogą pytać co to za survival, skoro miałem ze sobą  tak wiele. Otóż jak mawiają „nie od razu Rzym zbudowano” od czegoś trzeba zacząć, wpierw nosisz ze sobą masę ekwipunku, ale wraz z doświadczeniem zabierasz go coraz mniej. Dla mnie spędzenie nocy w lesie z taką ilością ekwipunku było wyzwaniem, w raz z biegiem czasu i zdobytym doświadczeniem, będę podnosić poprzeczkę.

 



Komentarze


  1. Tak trzymaj Miro, kiedyś jak nabiore trochę doświadczenia o Survivalu, to skoczymy razem jedynie z EDC, póki co full ekwipunek musi być :D



Napisz Swój Komentarz